PS2/PS3/PC USB Fighting Stick
Arcade Sticki są owiane legendą bardziej, niż jakakolwiek inna dziedzina gier wideo. Czasy świetności przypadają na środek lat 90-tych, kiedy Street Fighter i Mortal Kombat królowały na automatach. Wówczas nie były to dokładnie sticki, tylko po prostu pulpity, a sticki to ich mniejsza wersja.
Sam stickami nigdy szczególnie się nie interesowałem, ba, uważałem nawet, że to wymysł kilku kolesi, którzy chcieli pokazać, jaki są fajni, a ludzie to łyknęli. A jednak! Po premierze Street Fighter IV (mam wersję na PS3 z uwagi na pad) zacząłem, bardziej z ciekawości, rozglądać się za stickiem. Po kilku perturbacjach finansowych związanych z komputerem, i rzeczami, kupiłem niedawno najtańszy stick. To znaczy, najtańszy który się do czegoś nadaje - Mayflash PS2/PS3/PC USB Fighting Stick (fotki). Czarne, średnich rozmiarów pudełko z ośmioma dużymi, czterema małymi przyciskami i gałką, czyli troszkę ponad standard (sześć "dużych", dwa "małe" przyciski).
Pierwszy dzień grania to praktycznie same nerwy i mówienie, że "zmarnowałem półtorej stówy". Kolejny dzień, i potem następny zmieniły moją opinię na "stick powah". Wiele rzeczy w SFIV faktycznie wychodzi lepiej, mimo że dalej gałką władam mniej sprawnie, niż analogiem w DualShock3. Ale to przyjdzie z czasem. Tyle, jeżeli chodzi o granie.
Gorzej ma się sama budowa i wykonanie sprzętu. Fakt, to produkt z niższej półki, ale zaraz. Przyciski są problematyczne, trzeba je uderzać zdecydowanie (dociskać do samego dołu), co przy wykonywaniu skomplikowanego combo nie zawsze się udaje. Nie trafienie w środek skutkuje w zdecydowanej większości przypadków brakiem reakcji sticka, a co za tym idzie, przerwaniem kombinacji. Na domiar złego, przyciski mają różną czułość. Jedne chodzą lżej, drugie ciężej. To mało wyczuwalne, ale niekiedy przeszkadza.
Gałka również zostawia trochę do życzenia. Jest mało dokładna, i mimo że komunikuje "kliknięciem", że faktycznie, posunąłem są w prawo, nie zawsze wysyła ten fakt konsoli. Poza tym, trochę "lata", mogłaby być minimalnie sztywniejsza, przypuszczam, że byłaby wówczas bardziej precyzyjna.
Reasumując, stick Mayflasha nie jest zły, na pewno zalecany do nauki, czy sprawdzenia, jak to się je. Za mniej-więcej 150zł można się przekonać, nad czym rozpływają się setki tysięcy ludzi na całym świecie, i spróbować swoich sił w tej "pradawnej" sztuce. Mimo wad technicznych, polecam.
Warto dodać, że istnieje wielkie community zajmujące się modyfikowaniem, a także robieniem od podstaw (składaniem z różnych części, nierzadko robienie swoich pudeł) takich cudeniek. Polecam przejrzeć choćby kilka stron gigantycznego tematu na forum Shoryuken, zapiera dech w piersiach. Sam z resztą mam zamiar przywalić na swojego "wariata" artwork Akumy!